Zaloguj
Reklama

Koronawirus – racjonalne spojrzenie

Autorzy: lek. Michał Marciniak
Koronawirus – racjonalne spojrzenie
Fot. ojoimages
(5)

Gdy w grudniu ubiegłego roku świat obiegła informacja o pierwszych zachorowaniach spowodowanych zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2, prawdopodobnie nie zastanawialiśmy się, jaki będzie to miało wpływ na nasze codzienne życie. Ot, „jakaś nowa choroba", jakich przecież mnóstwo. To że kilku mieszkańców Chin zachorowało, to jeszcze chyba nie powód, żeby się tym martwić? Przecież zima za pasem – trzeba się przygotować na naszą coroczną „epidemię" grypy. Podejrzewam, że po pierwszych zachorowaniach w Wuhan nikt nie spodziewał się „efektu motyla" i rozwoju pandemii, jakiej świat od dawna nie notował.

Reklama

Początek w Polsce

4 marca wirus (oficjalnie) dotarł do Polski. Informacja o pierwszym potwierdzonym przypadku zachorowania wywoływała skrajne uczucia. Przez wielu pierwszy przypadek był wręcz „oczekiwany" (choć raczej przez tych, którzy nie zdawali sobie sprawy, jak poważne konsekwencje może mieć zarażenie) – przecież w Europie coraz więcej przypadków, u prawie wszystkich sąsiadów już ktoś choruje, a my? A może nas ominie? Może jesteśmy „narodem wybranym", ze szczególną ochroną? Dobrze, może nie nadprzyrodzoną, ale po prostu jesteśmy wyjątkowo rozsądnym narodem i wiemy, jak się zachowywać, żeby nie szerzyć zakażenia. No nie, nadszedł 4 marca i początek chorowania w Polsce jednak nastąpił. Musiał nastąpić, nie było to nic niezwykłego w naszym świecie, czyli globalnej wiosce, gdzie ludzie nieustannie przemieszczają się. Inni natomiast z przerażeniem czytali wszystkie informacje o „zbliżaniu się” wirusa do Polski, a w końcu o pierwszym zachorowaniu, co zapoczątkowało okopywanie się w swoich domowych twierdzach, zakupy „na później”, niemalże pisanie pierwszych zdań testamentu. W każdym razie drugą grupę osób charakteryzuje lęk i działania, w gruncie rzeczy, irracjonalne.

Jaki jestem ja?

Podświadomie czujemy, że ani jedna, ani druga grupa nie postępuje właściwie. Ale jednocześnie odczuwamy spokój, bo w gruncie rzeczy, do żadnej z nich nie należymy, prawda? Mamy o sobie przekonanie, że postępujemy racjonalnie. No owszem, jakieś zapasy zrobiliśmy, ale bez przesady, „nie są to przecież tony jedzenia”. Ale to jest wygodne postępowanie, pozornie wynikające z przezorności. Wygodnie jest pojechać do sklepu i zrobić zakupy na zapas. Nie wymaga to większego wysiłku. W zasadzie to takie zachowanie wpisuje się w modny nurt konsumpcjonistyczny – „lepiej mieć więcej”. A co z działaniami, które faktycznie mają wpływ na szerzenie się epidemii? Przecież wirus „nie rozprzestrzenia się” sam, tylko jest przenoszony przez nas. Dlatego tak istotne jest, żeby może kupione 5 kilogramów ryżu wymienić na 5 litrów płynu do dezynfekcji rąk (ważne, żeby był na bazie wysokoprocentowego alkoholu!)?

fot. panthermedia

Tylko potem jeszcze jedna ważna sprawa – trzeba tego płynu często i właściwie używać! Przetarcie dłoni i „uczucie swieżości” nie wystarczą, żeby mówić o właściwej dezynfekcji (prawidłowe schematy mycia dłoni można znaleźć w internecie). Lek stosowany niewłaściwie nie działa. A w Polsce nie brakuje żywności i, naprawdę, nie potrzebujemy robić zapasów – jedynie zwykłe zakupy raz w tygodniu.

Reklama
(5)
Komentarze